środa, 12 listopada 2014

niedziela, 26 października 2014

Jak działa dziecko?


- Tata.
- Cassy, prosiłem, żebyś mnie tak nie nazywała! Mów do mnie Dean. D-e-a-n.
- D… Dada!
Winchester westchnął głośno i zwiesił głowę. Na nic były jego starania, aby oduczyć dziewczynkę przypominania mu o tym, jaki jest już stary. 
- Daj sobie spokój.
- Ale Sam, czuję się przez to tak staro, że aż słyszę jak rosną mi siwe włosy!
Młodszy z braci lekko parsknął śmiechem.
- Moose – odezwała się mała pociecha, uśmiechając się do wujka od ucha do ucha.
- ...Crowley! Zobaczysz, spalę za to twoje kości! – krzyczał Sammy, dotknięty słowami Cassy i groził pięścią w przestrzeń.
(Demon zaśmiał się siedząc w swojej tajnej melinie.)
Nadeszło popołudnie. Bracia Winchester zostali poinformowani, że w okolicy zaczęły się dziać „nienaturalne” rzeczy, więc postanowili się tym zająć. Jednak pojawił się pewien problem…
- Dean, nie możemy wziąć Cassy ze sobą!
- Jak to nie? Przecież to prawdopodobnie tylko zły duch, bułka z masłem.
- Nie pozwolę ci jej zabrać.
- W takim razie z kim ona zostanie?
Niespodziewanie obok pojawił się Castiel. Łowcy wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia, po czym oznajmili aniołowi, jak ważne zadanie ma do wykonania.
- Ale…
- Świetnie, że nie masz nic przeciwko. – Dean przerwał przyjacielowi i wręczył mu długą listę z instrukcjami co wolno, a czego nie wolno robić. - Pilnuj jej, nie dawaj jej jeść nic poza rzeczami z listy i nie spuszczaj jej ani na chwilę z oka!
Drzwi za mężczyznami zamknęły się, a Cas stał i wpatrywał się w nie przez chwilę z dzieckiem na rękach, zmieszany całą sytuacją.
- Ta-tata…! – Dziewczynka niespodziewanie rozpłakała się i zaczęła wołać swojego rodzica.
- Oj… Cassy, twarz Ci się poci.
Mała spojrzała na chrzestnego z lekkim zdziwieniem, gdy ten wyciągnął telefon i zaczął dzwonić.
- Chalo, Dean?
- Cas, nawet nie zdążyłem odpalić silnika. O co chodzi? – odezwał się głos ze słuchawki.
- Czy to normalne u ludzkich szczeniąt, że im się twarz poci? Trzeba dać jej wody??
- Nie poci jej się twarz! Po prostu płacze, to normalne, nic złego.
- Ale ona przecież się odwadnia.
Pomiędzy szumami można było usłyszeć wycie Deana - „Ja już nie mam siły, Sam, ty z nim gadaj.”
Młodszy Winchester zaczął wyjaśniać pierzastemu całą biologię ludzkiego organizmu oraz emocje jakie może odczuwać małe dziecko.
- Coś ją boli?
- Niekoniecznie, może być po prostu głodna, albo tęsknić za Deanem.
- Więc co mam zrobić?
- Daj jej butelkę i włącz jakąś bajkę w telewizji.
Anioł postąpił dokładnie tak, jak mu doradzono. Usiadł na kanapie z dzieckiem posadzonym na kolanach i włączył losowy program, który był dostępny w "magicznej skrzynce".
- Makka Pakka, Akka Wakka, Mikka Makka moo! Makka Pakka, Appa yakka, Ikka akka, ooo. Hum dum, Agga pang, Ing, ang, ooo, ikka makka mooo! – Było to pierwsze, co usłyszeli po włączeniu programu „CBeebies”.
Przez kolejne 7 minut towarzystwo przyglądało się jak Makka Pakka myje, suszy i układa w stosik kamienie.
- Nie rozumiem tej bajki. Dlaczego to… coś myje kamienie? – Castiel zrobił bardzo skonfundowaną minę, ale nie ośmielił się przełączać, widząc jak Cassandra z zaciekawieniem ogląda dziwnego ludka.
- Aff aff! – pisnęła radośnie dziewczynka. Dało się zauważyć, że program „Dobranocny Ogród” bardzo jej się spodobał.
Łowcy po powrocie do motelu zastali Castiela śpiącego na kanapie z Cassandrą u boku. Uśmiechnęli się, poruszeni tym widokiem, po czym Łoś przykrył dwójkę ciepłym kocem, a Dean wyłączył program przyrodniczy idący w telewizji.
Po chwili wszyscy byli już pogrążeni w głębokim śnie.



^ Niepokolorowane wygląda lepiej "D

środa, 8 października 2014

Słowa

Była to najspokojniejsza noc od ponad miesiąca. W ciemnym motelowym pokoju słychać było uśpione oddechy łowców, którzy wypoczywali po dzisiejszym ciężkim polowaniu i mieli nadzieję, że tej nocy już nic nie będzie ich niepokoić.
Jednak, o godzinie wpół do drugiej pomieszczenie wypełnił z początku cichy, dziecięcy płacz, który z każdą chwilą przybierał na sile.
- Sammy… - Spod kołdry Deana wydobyło się marudne jęknięcie.
- Teraz twoja kolej. - Łoś obrócił swoje cztery litery tyłem do brata, próbując ponownie zasnąć.
Dean przeklął pod nosem i niechętnie wyszedł z ciepłego łóżka. Podszedł do stojącej w kącie dziecięcej kołyski i nachylił się nad nią. Błyszczące zielone oczka spojrzały na niego z uwagą, a płacz momentalnie ucichł. Drobne rączki Cassandry skierowały się w stronę mężczyzny, który podniósł ją i przytulił do piersi.
Z kuchenki wziął jeszcze ciepłe przygotowane "na zaś" mleko, przelał je do butelki i karmił maleństwo dopóki nie poczuł, że oczy mu się zamykają i zaraz odpłynie do krainy snów na stojąco.
- A teraz, Cassy, bądź grzeczną dziewczynką, przytul się i daj nam pospać - mówiąc to, położył córkę znów do łóżeczka i przykrył kocykiem.
Przeciągle ziewnął, a następnie wskoczył na swoje łóżko, naciągnął kołdrę po samą brodę i niemal natychmiast zasnął.
Młodszy z braci wstał jako pierwszy, co oczywiście nikogo nie dziwi. Wziął szybki prysznic, po czym zaczął przygotowywać gotowaną marchewkę oraz groszek dla Cassandry. Gdy dziecko się obudziło, dobry wujek nakarmił je i przebrał w dzienne ubranko, a dokładnie w czarne body z nadrukowanym duszkiem i pasiaste rajtuzki.
Sam podszedł z dziewczynką do śpiącego Deana i posadził ją przy poduszce. Cassy zaczęła wpatrywać się w śpiącego tatę, dopóki ten się wreszcie nie obudził.
- Sam! Czemu znów pozwoliłeś jej się wpatrywać jak śpię?! Nie chcę, żeby wyrosła na drugiego Castiela! - oburzył się Winchester, a jego brat tylko roześmiał się w odpowiedzi.
Papcio wstał, biorąc swoją roześmianą córkę pod pachę, a następnie wręczył ją bratu.
- Potrzymaj - powiedział z lekkim uśmiechem i zniknął w łazience, z której po chwili dobiegały dźwięki lecącej wody z prysznica.
Bujna czupryna Łosia zaczęła być boleśnie tarmoszona przez drobne rączki blondynki.
- Hej, tak nie rób, to boli! - odsunął od siebie dziecko, któremu momentalnie zaczęło zbierać się na płacz.
Mężczyzna westchnął i zaczął stroić głupie miny, aby ją jakoś rozweselić, co na jego szczęście poskutkowało. Zaczął przechodzić samego siebie z wymyślaniem nowych ułożeń mięśni twarzy, gdy Dean wrócił do pokoju. Na widok wygłupiającego się brata wybuchnął śmiechem.
- Dean, co myślisz o tym?
Sam pokazał na jeden ze smoczków, które znalazł na półce dziecięcego sklepu. Bracia musieli kupić Cassandrze nowy, ponieważ wszystkie jakie do tej pory miała, zawsze w tajemniczy sposób znikały. Ten, który właśnie oglądali miał na sobie napis "Princess in training". Deana tak bardzo zaciekawiła ta sekcja, że spędzili tam prawie pół godziny, ostatecznie kupując kilka smoczków na zapas oraz pluszowy łańcuszek doczepiany do smoczka.
W markecie nabyli jeszcze kilka rzeczy do obiadu, po czym udali się do małej kawiarni na lunch.
- Ojej, jaka słodka krupcia! - zachwycały się kelnerki.
- To moja robota! - chwalił się Dean, z racji, że kilka z nich wpadło mu w oko i liczył na jakąś łóżkową przygodę, której tak dawno nie miał.
Niestety, żadna z kobiet nawet nie zwróciła na niego uwagi. Wszystkie w dalszym ciągu podziwiały słodką Cassy, która próbowała zjeść własną stopę.
W motelu zastali Castiela z małą torebeczką w rękach.
- Przechodziłem koło sklepu i akurat to było na wystawie... Nie potrafię wyjaśnić tego uczucia, po prostu musiałem to kupić. Mam nadzieję, że będzie pasować... - wyjaśnił i wręczył podarunek Deanowi.
W środku znajdowały się dziecięce body białego koloru z nadrukowanymi czarnymi skrzydełkami na plecach oraz malutkie rękawiczki wyglądające jak kaczki.
- Hah, Cas, dobry z ciebie chrzestny - powiedział Sam i klepnął anioła w łopatkę.
- Rola chrzestnego polega na wychowaniu dziecka w wierze i miłości do Boga, więc nie ma nikogo lepszego na to stanowisko. - Dean uśmiechnął się szeroko do przyjaciela.
- Papa.
Wszyscy trzej mężczyźni odwrócili się w kierunku wózka z wielkim zaskoczeniem na twarzy. Podeszli bliżej i spojrzeli na bujającą się Cassandrę, która wlepiła zielone oczka w swojego rodzica.
- Słyszeliście? Ona... - odezwał się Sam, ale dziewczynka mu przerwała, po raz kolejny wypowiadając to słowo.
- O mój... - wydukał Dean i opadł na krzesło.
- Muszę iść się napić. - zszokowany łoś podszedł do lodówki i duszkiem wypił całą butelkę piwa. Otrzepał się i stanął obok brata.
- Kto ją tego nauczył? Przecież nie my... - Starszy Winchester doznał małego olśnienia i obrócił się w stronę skrzydlatego kolegi. - Cas? To twoja sprawka?!
- Um... Czytałem, że dzieci w tym wieku uczą się słów i najlepiej, żeby zacząć od takich podstawowych... Źle zrobiłem? - Castiel zrobił niewinną minę, natomiast bracia jedynie ciężko westchnęli.
"Teraz się czuję strasznie staro..." - pomyślał Dean i sięgnął do lodówki po piwo.

 
Lista smoczków i stuffu, które Cassy dostała w tej notce, tak, abyście byli uświadomieni <D
- "Daddy's little cupcake"
- Potworne ząbki
- "Papa is the best"
- "Princess in training" 
Duszek 
- "Łańcuszek" do smoczka (żyrafa)
Oraz od Castiela: body, rękawiczki

piątek, 3 października 2014

List od xxx

"Do Deana Winchestera.

Witaj. Pamiętasz mnie jeszcze? Minął już prawie rok, odkąd urwał Nam się kontakt, więc pewnie zastanawiasz się, jak Cię znalazłam? Dobrze, niech to pytanie tkwi Ci w głowie aż do śmierci. 

Prawdopodobnie nie chcesz wiedzieć, co u mnie, ale powiem w skrócie, żebyś miał jako taki wgląd na sytuację. Otóż w moim życiu zaistniały pewne komplikacje, w wyniku których jestem zmuszona oddać Ci, co mi zostawiłeś zaraz przed Twoim tajemniczym zniknięciem, coś co musiałam nosić przy sobie non-stop przez 9 miesięcy. Tak, dobrze zrozumiałeś, frajerze. 
Nie interesuje mnie, co z tym zrobisz, w końcu jest Twoje.

Miłej zabawy, dupku!
xxx~" 
Po przeczytaniu listu Dean z prostych nóg opadł na kanapę i nie odezwał się ani słowem. Błyszczące zielone oczy wpatrywały się w niego znad granatowego kocyka, a dziecięce nosidełko bujało się pod wpływem delikatnych ruchów ręki siedzącego obok Samuela.
- Więc zostałeś ojcem... - ciszę przerwał młodszy z braci.